Home / Kujawsko-Pomorskie / Niewygodne pytania dla Lansbergisa

Niewygodne pytania dla Lansbergisa

W piątek, 18. 11. w auli Collegium Maximum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika gościł były prezydent Litwy, a obecnie poseł do parlamentu europejskiego, Vytautas Landsbergis. Polityk ów, znany m.in. z agresywnych wypowiedzi pod adresem polskiej mniejszości na Litwie oraz publicznego pomawiania AK o kolaborację z Niemcami, promował w Toruniu książkę „Nasz patriotyzm, ich szowinim?” stanowiącą zapis przeprowadzonego z nim wywiadu.

Na spotkaniu obecni byli m.in. minister spraw zagranicznych Litwy, ambasador Litwy w Polsce, przedstawiciele UMK i władz lokalnych. Narodowcy udając się na spotkanie, szli z bardzo jasną motywacją. Pragnęli zapobiec sytuacji, w której to spotkanie przerodzi się w kolejny spektakl z rytualnym przepraszaniem za to, że Polacy ośmielają się w ogóle istnieć i „wrażliwego pochylania się nad racjami innych” z pominięciem słusznego interesu Polaków. Przemówienia gospodarzy szybko ujawniły, że obawy narodowców co do przebiegu spotkania nie były pozbawione podstaw. Właściwie każdy, kto powątpiewa w sens młodzieżowego aktywizmu narodowego powinien kiedyś przejść się osobiście na tego rodzaju spotkanie. Zrozumie wówczas w pięć minut problem, o którym pisać można by książki.

Jeden z polskich prelegentów mówił między innymi o „niedopuszczalności” stosowania w stosunku do Litwy proporcjonalnej retorsji w związku z coraz bardziej prowokacyjnymi działaniami tego państwa. Tej wypowiedzi i dziesiątek jej podobnych człowiekowi, któremu leży na sercu dobro Polski i Polaków, trudno było spokojnie słuchać, wiedząc o rażącej dyskryminacji Polaków na Wileńszczyźnie. Przez chwilę można było zwątpić, czy znajdujemy się w wolnej Polsce w roku 2011 na spotkaniu z byłą głową sąsiedniego państwa, czy też trzydzieści lat wcześniej na spotkaniu z głową państwa, które sprawowało wówczas zwierzchność nad terytorium Litwy. Jak pokazały wypowiedzi niektórych osób, pomimo dwudziestu lat niepodległości Polski pewne głęboko zakorzenione nawyki nadal trudno jest wyplenić.

Na końcu głos zabrał sam Lansbergis, posługując się nienaganną polszczyzną. W swojej wypowiedzi poruszył liczne kwestie. Odnosząc się do historii Litwy, posłużył się ironicznie pojęciem „wyzwalania” Litwy, jako określeniem używanym przez radzieckich i niemieckich okupantów na okupację tego kraju. Tak rozumiane „wyzwalanie” przypisał również państwu polskiemu.

Następnie głos oddano osobom z sali pragnącym zadać pytanie Landsbergisowi. W tym miejscu sielankowy spektakl „poklepywania się po plecach” dobiegł końca. Działacz Młodziezy Wszechpolskiej, poruszając się w ramach bogatej metaforyki Landsbergisa, zapytał o działkę pod Wilnem, którą ten z kolei „wyzwolił” w ramach nieuczciwej litewskiej reprywatyzacji pomimo iż posiadłości jego przodków znajdowały się Kowieńszczyźnie. Osobom nie znającym problemu warto w tym miejscu przybliżyć cały kontekst sytuacyjny „wyzwolenia” działki. Oto, co ma do powiedzenia na ten temat osoba dobrze znająca problem:

„Na mocy ustawy reprywatyzacyjnej istnieje na Litwie bezprecedensowa na świecie
możliwość przenoszenia własności nieruchomej. Na mocy tych zapisów
“oddawano” Litwinom, których rodzinne włości przed sowiecką grabieżą
znajdowały się w całkowicie innej części kraju, włości na
Wileńszczyznie. Za to potomkowie prawowitych właścicieli, Wileńskich
Polaków, czekali i czekają w kolejce. Jedynie 40% prawowitych
właścicieli, z faktycznych dawnych rezydentów terenów podwileńskich
otrzymało zwrot ziemi, natomiast w Wilnie jest jeszcze gorzej, tutaj z
odzyskanej ziemi cieszy się zaledwie niecałe 15% właścicieli. Dodajmy,
że tylko kilkanaście osób odzyskało całą należną im ziemię, w
większości właściciele odzyskiwali nieznaczną część. Tymczasem w
reszcie kraju są to wskaźniki sięgające ponad 90 procent. Dodajmy
także, iż w ramach tej “misji” “likwidacji skutków polskiej okupacji”
jest miejsce na prywatę – pan Landsbergis, którego rodzina mieszkała
przed wojną w Kownie, uwłaszczył się na 25-hektarowej działce pod
Wilnem.”.

Powyższym zarzutom Lansbergis zaprzeczał, twierdząc że dane są zmanipulowane, a gdyby uzyskał działkę w innym miejscu, mógłby być narażony na jeszcze inne zarzuty. Następnie działacz MW przytoczył pewną wypowiedź Landsbergisa na temat polskich organizacji na Wileńszczyźnie, cytowaną przez „Kurier Wileński”, z prośbą o ustosunkowanie się do niej. Wypowiedź brzmiała w sposób następujący:

„A teraz inna organizacja, »Polska Macierz Szkolna«, być może również podkarmiana z Polski, ogłasza opór wobec Ustawy o Oświacie, nawołuje do wyrzucania przez okno litewskich podręczników. Może będzie prowokowała konflikty jak za czasów bandytów »Jedinstwa« (prosowieckiej organizacji działającej w okresie samostanowienia się litewskiej niepodległości — przyp. red.), żeby móc jeszcze głośniej wołać o pomoc państwa zagraniczne i doić ich fundusze”

Po zacytowaniu przez działacza MW niniejszej wypowiedzi, poziom znajomości języka polskiego u p. Landsbergisa uległ wyraźnemu pogorszeniu. Prelegent oświadczył, że nie zrozumiał dokładnie treści wypowiedzi oraz wyraził wątpliwość, czy aby na pewno wypowiedź ta pochodzi od niego. Wówczas działacz Młodzieży Wszechpolskiej wręczył mu kartkę z cytatem. Sam cytat wywołał niemałe zmieszanie nie tylko u Landsbergisa, ale i u niektórych przedstawicieli polskich władz i środowisk naukowych, których aktywność na spotkaniu ograniczała się wcześniej do bezkrytycznych oklasków.

Organizator zezwolił jeszcze na dwa pytania z sali. Oba z nich odnosiły się do problemów związanych z sytuacją Polaków na Litwie. Pierwsze pytanie odnosiło się do problemu napisaów dwujęzycznych, drugie zaś, które – co godne odnotowania – zostało zadane przez osobę z „loży VIP-ów”, odnosiło się do absurdalnych praktyk państwa litewskiego związanych z przymusową lituanizacją polskich nazwisk. To drugie pytanie można było zresztą odczytać jako reakcję na pewien subtelny wyrzut poczyniony przez działacza MW pod adresem obecnych na sali przedstawicieli polskich elit.

Odpowiedzi Landsbergisa były mało przekonujące, w głównej mierze zasłaniał się on przepisami litewskiej konstytucji oraz „obowiązkiem lojalności” obywateli litewskich wobec własnego państwa, w tym konkretnym przypadku rozumianych chyba jako kapitulancka zgoda na bycie ofiarą dyskryminacji.

Odnieść można było wrażenie, że organizator w związku z przebiegiem spotkania zakończył je nieco szybciej, niż było to pierwotnie zaplanowane. Sam europoseł i były prezydent Litwy, uważnie zapoznając się z treścią swojej zacytowanej na spotkaniu wypowiedzi, zaczął zdradzać oznaki zawstydzenia. Co akurat należy ocenić pozytywnie, wszak wstyd jest oznaką pewnej przywoitości. Na końcu spotkania głos zabrał minister spraw zagranicznych Litwy, usiłując za wszelkąc cenę przedstawić w korzystnym świetle politykę władz litewskich wobec Polaków.

Gdyby chcieć podsumować wrażenia związane ze spotkaniem, zamknąć je należy w jednym spostrzeżeniu. Niektóre wypowiedzi Polaków irytowały znacznie bardziej, niż wypowiedzi Landsbergisa czy też innych przedstawicieli litewskich władz. Ci ostatni przynajmniej realizowali – pomijając już kwestię zgodności z prawdą i słuszności tych wypowiedzi – własny interes narodowy. Jakże bardzo brakowało tej postawy w wypowiedziach wielu przedstawicieli polskich elit.

KC

Check Also

Bydgoszcz: pielgrzymka maksymiliańska

W środę 14 sierpnia uczestniczyliśmy w 30. Pielgrzymce Maksymiliańskiej. Przeszliśmy trasą z kościoła Najświętszego Serca …