Home / Znalezione / Polacy, polska młodzież i Młodzież Wszechpolska w dobie globalizacji

Polacy, polska młodzież i Młodzież Wszechpolska w dobie globalizacji

Dlaczego każdy prawy polski rodzic powinien chcieć, by jego dziecko dołączyło do Młodzieży Wszechpolskiej?

Pisząc o „prawych rodzicach” myślę o ludziach mających nierzadko bardzo różne poglądy polityczne, bardzo zróżnicowanych co do stanu społecznego, pochodzenia, wykształcenia etc. Wspólnym mianownikiem łączącym tych ludzi, najbardziej podstawową płaszczyzną porozumienia byłby pozytywny stosunek do małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny otwartego na przyjęcie i wychowanie zgodnie ze swoimi wartościami potomstwa, a także pozytywne, patriotyczne nastawienie do wspólnoty narodowej i formy, w której może się ona manifestować, do państwa polskiego. Byłoby to również ugruntowane przekonanie o tym, że jakakolwiek wspólnota, czy to narodowa, czy lokalna, czy rodzinna, opierać się może wyłącznie na panowaniu w niej, zasadniczo, „jednego poglądu na życie”, jednego kanonu wartości, ogólnego i bynajmniej nie wszechogarniającego, ale posiadającego status słuszności i prawowitości. Tylko tyle i, w dzisiejszych czasach, aż tyle. Może ktoś zapytać – no dobrze, ale gdzie tu zapotrzebowanie na Młodzież Wszechpolską? – odpowiedź będzie się wyłaniała w miarę dalszego snucia naszej refleksji.

Zagłada dobrych, prostych Polaków

Na skutek splotu rozmaitych wydarzeń dzisiejsze społeczeństwo polskie, choć żyjące już w większości w miastach i miasteczkach, ma w swojej masie korzenie chłopskie, prowincjonalne, wiejskie. Chodzi mi o korzenie odczuwalne, o korzenie żywe, związane z tym, że w prawie każdej rodzinie znajdują się ludzie mający bliskich, znanych sobie przodków, na wsi. Znaczna część społeczeństwa ze wsią jest nadal bardzo mocno związana. Polska wieś, czy nawet szerzej, prowincja, niesie ze sobą bardzo określony sposób patrzenia na rzeczywistość. Małe, jednorodne środowisko ludzi żyjących od dziesiątek lub setek lat w podobny sposób, wg wspomnianego, „jednego poglądu na życie” to, w pewnym sensie, swoisty skansen w globalizującym się świecie. Tą wiejskość, swojskość, tutejszość, obyczajowość i religijność Polacy masowo przenieśli do miast w toku migracji po II wojnie światowej. Jesteśmy bodaj najbardziej jednorodnym etnicznie społeczeństwem Europy i każdy z nas ma chyba poczucie pewnego bezpieczeństwa, zakotwiczone w przekonaniu o istnieniu dziesiątek milionów dobrych, prostych Polaków.

To poczucie bezpieczeństwa i przekonanie o istnieniu trwałej substancji narodowej w szerokich masach, uwidacznia się często w prawicowej publicystyce, która przeciwstawia te właśnie patriotyczne masy złej, postkomunistycznej, kosmopolitycznej elicie, elicie, która swój status zyskała dzięki holokaustowi polskiej, narodowo-patriotycznej inteligencji w czasie ostatniej wielkiej wojny. Jest to obraz, jak każda generalizacja i uproszczenie, mocno naciągany, ale, wydaje się, na poziomie najbardziej ogólnym, na dzień dzisiejszy, jeszcze prawdziwy. Są takie masy, są tacy ludzie. A jednak zaczynamy dostrzegać rysy, bardzo poważne pęknięcia na tym obrazie. Nasze dobre, patriotyczne masy przestały się reprodukować, odtwarzać – i nie chodzi mi w tym momencie o spadek dzietności polskich rodzin. Polska rodzina przestała być podstawowym nośnikiem kultury, w której żyłyby kolejne pokolenia, polska rodzina ma ogromne problemy z przekazaniem swoim dzieciom czytelnego systemu wartości.

Na czym polega ten problem? Najogólniej rzecz biorąc, wynika on z faktu masowego zetknięcia się z innymi wizjami życia człowieka, jakie niesie współczesna kultura. Przez wieki przyjęcie systemu wartości, religijności i obyczajowości przodków odbywało się na zasadzie naturalnej, przez naśladownictwo, poprzez uczestniczenie w rytmie życia, który nie ulegał poważniejszym zmianom, a jeśli nawet takowe były, to dotykały one w równym stopniu całą wspólnotę, która pozostawała kulturową jednością. Inaczej rzecz ujmując – nie było potrzeby snucia głębokich refleksji nad podstawowymi zagadnieniami egzystencjalnymi; małżeństwo, rodzicielstwo, wiara, obyczaj, naród, ojczyzna – te pojęcia posiadały ogromną wagę i głębię, ale w porządku natury, a nie spekulacji intelektualnej – były czymś oczywistym, nad czym się nie dyskutowało. To przeszłość, tego już nie ma i, w formie takiej jak niegdyś, już nie będzie.

Rodzina to za mało

Spotykamy dziś prawe, pobożne i patriotyczne rodziny, które mają ogromne problemy, by swój model życia przekazać potomstwu. Spotykamy młodych ludzi, wywodzących się z takich domów, bądź po prostu próbujących się odnaleźć w tym świecie zgodnie ze wspomnianym na początku katalogiem wartości, którzy nie potrafią połączyć tego w co wierzą, z tym jak mają żyć. Dzieje się tak w sytuacji, gdy młodzi ludzie nie otrzymują narzędzi odpowiednich do tego, by rzeczywistość dzisiejszą zrozumieć i przetworzyć ją w sposób umożliwiający podjęcie wyzwania, jakim jest dorosłe życie. Rodzice, wyrośli w rzeczywistości, w której „jeden pogląd na życie” był, w mniejszym lub większym stopniu, powszechną normą kulturową, nie potrafią przysposobić swoich dzieci do funkcjonowania w świecie postmodernizmu. Nie chodzi o to, że rodzice żyją obecnie w jakimś innym świecie, nie, ale oni już najczęściej mają swoje określone, zazwyczaj w miarę stabilne, miejsce w społeczeństwie, miejsce, które zajmowali w zupełnie innych warunkach kulturowych niż ich dzieci, próbujące to zrobić współcześnie. Nie chcę tu bynajmniej nikogo oskarżać – dorośli nie potrafią podpowiedzieć młodym dobrej drogi, bo po prostu nie do końca rozumieją otoczenie, w jakim przyszło tym ostatnim wzrastać. Inna sprawa, że samo zdefiniowanie pojęcia „dobrej drogi” nastręcza wiele problemów.

Rodzina nie stanowi już zamkniętego mikrokosmosu kulturowego – od najwcześniejszych lat dzieci stykają się z mediami, zderzają się z rzeczywistością szkoły odchodzącej od klasycznych zasad kształcenia, żyją wśród grup rówieśniczych, które wywierają olbrzymią presję i włączają je w życie społeczne w sposób niekoniecznie pożądany przez rodziców. Można zaryzykować twierdzenie, że wraz z początkiem drugiej dekady życia człowieka, wraz z zakończeniem okresu dzieciństwa, rodzina, w przypadku większości młodych Polaków, zostaje zepchnięta do roli „mniejszościowego udziałowca” w procesie wychowania i stopniowo traci na znaczeniu. Doświadczenie domu rodzinnego, przepojonego wartościami skrajnie różnymi od tych obecnych w popkulturze, w zderzeniu z nimi, może zaowocować zajęciem przez młodego człowieka różnych postaw. Po pierwsze może dojść do odrzucenia „świata”, do gettyzacji w gronie rodziny, bądź wąskim kręgu ludzi podzielających to samo spojrzenie – tak czy inaczej – do swoistego upośledzenia społecznego. Po drugie, możemy mieć do czynienia z sytuacją życia na „dwóch poziomach” – świat wartości jest tak skrajnie odmienny od tego, z czym stykamy się w popkulturze, że po prostu staramy się te dwie sfery zupełnie separować. Rozdzielamy nasze życie prywatne, rodzinne, od sposobu w jaki funkcjonujemy w gronie towarzyskim, od tego jak odbieramy treści serwowane przez kulturę. Jest to zabawa dosyć niebezpieczna, zwłaszcza dla tych, którzy nie potrafią złapać dystansu do trendów, mód, do życia, jakie wyłania się choćby ze srebrnego ekranu. Może dojść do sytuacji, w której, choć werbalnie odrzucając proponowany nam świat dekadenckich wartości, podświadomie zaczynamy oceniać rzeczywistość i drugiego człowieka wg podsuwanych tam kanonów. Po trzecie, młody człowiek może zająć postawę negacji wobec idei, jakie starało się mu wpoić rodzime środowisko. Wchodząc w okres dojrzewania, idąc w postmodernistyczną dżunglę znaczeń, narracji i opisów świata, może stwierdzić, że pojęcia, jakimi rzeczywistość próbowali definiować rodzice, są zupełnie nieadekwatne wobec tego, co spotyka. Wobec tego traktuje je jako błędne, naiwne, infantylne. Istnieje wreszcie i czwarta możliwość, ale wydaje się, że jej zaistnienie zależy od spełnienia dwóch warunków.

Intelektualizm i organizacja

Ze stwierdzenia o przeminięciu epoki, w której „jeden pogląd na życie” przyjmowany był przez człowieka po prostu, poprzez wzrastanie w rodzinie, szkole, sąsiedztwie, w społeczeństwie jako takim wreszcie, wynika przesłanka, że dziś o „wdrukowanie” w człowieka owego poglądu trzeba walczyć. I to o każdego z osobna. Oznacza to, że co najmniej większość, jeśli nie każdy, spośród tych, którzy chcą tak żyć i działać, chcą ten model myślenia i postępowania przekazać dalej, przynajmniej swoim dzieciom, nie może sobie pozwolić na życie, które jeszcze jego rodzicom gwarantowało w miarę spokojne i szczęśliwe funkcjonowanie. Nie może się ograniczyć do stwierdzenia; robię tak, bo to jest słuszne, bo tak zostałem wychowany, koniec kropka. Jeśli swojego stanowiska nie będzie potrafił zgłębić, nie będzie w stanie przeanalizować samego siebie, a co za tym idzie, nie będzie również w stanie go na zewnątrz obronić, ma niewielkie szanse na sukces. I na tym polega dramat dzisiejszych czasów; zdecydowana większość ludzi zawsze koncentrowała, koncentruje i będzie koncentrować swoje życie wokół wskazań, jakie w przeróżny sposób niesie kultura, nie wdając się w intelektualne dywagacje na temat jej sensu. Jest to naturalne – tylko nieliczni starają się wchodzić głębiej, ponieważ wymaga to pewnych predyspozycji, wysiłku, a w gruncie rzeczy nie jest potrzebne do sprawnego funkcjonowania w rzeczywistości takiej, jaka jest, najczęściej zaś przeszkadza. To normalne, natura ludzka nie uległa zmianie. Zmianie uległa kultura, która, choć będąca chaosem najróżniejszych idei i wartości, niesie dziś zasadniczo jeden przekaz: ty i twoje potrzeby są najważniejsze, ty jesteś w centrum zainteresowania i masz prawo realizować się, najlepiej wg swojego pomysłu na życie – my proponujemy ci wachlarz możliwości. Człowiek, który sobie tego nie uświadomi, który nie nabędzie umiejętności krytycznej analizy i dystansu do dzieł, do treści kulturowych, będzie kształtował swoje życie wg owego postmodernistycznego zalewu nihilizmu i fałszywych znaczeń, albo będzie co najmniej doświadczał nieustannego poczucia zagubienia.

Skąd jednak młody człowiek może czerpać inspirację do takiego refleksyjnego odczytywania rzeczywistości, gdzie może nabyć owych narzędzi? Jak już wcześniej wspomniałem, dom rodzinny bardzo często nie jest w stanie mu ich zapewnić. Poza tym, młodzież potrzebuje zachęty, inspiracji, a przede wszystkim przykładu idącego z otoczenia rówieśniczego. Nikt nie chce być traktowany jako dziwak; naturalne jest dążenie do prowadzenia życia „normalnego”, tzn. takiego, które polega na integracji z otoczeniem, posiadaniu znajomych i przyjaciół, do posiadania choćby życia towarzyskiego. Młody człowiek potrzebuje odnajdywać podobnych sobie młodych. Wartości, które trzeba chować przed znajomymi, to wartości, których się wstydzimy; znajomi, przed którymi musielibyśmy chować swoje wartości, nie są warci tego, by się do nich zaliczać. Wynika z tego konieczność zrzeszania się. Nie postulat, nie propozycja, a konieczność. Dlaczego piszę o tym w tak kategorycznym tonie? Czy nie można urządzać swojego życia ograniczając do minimum kontakty z wrogim, albo co najmniej niesprzyjającym naszym ideom, otoczeniem? Można – i wielu tak robi. Wybiera izolację. Nie znam jednak przypadku, by nie kończyło się to, w mniejszym lub większym stopniu, zdziwaczeniem, „odlotem” w stronę świata czystych idei. Jest to jakieś wyjście, nie o to jednak nam chodzi. Jeśli miałbym określić, do kogo kieruję te słowa na podstawie analogii z zakonami, to powiedziałbym, że nie interesuje mnie formowanie osób z przeznaczeniem ich do kontemplacji idei (przy czym nie neguję potrzeby istnienia takich osób i sensu tego co robią), ale do życia poświęconego, poświęconego pewnym ideom, ale czynnego, do życia w rodzinie, w społeczeństwie, w narodzie.

Powtórzę to raz jeszcze: młoda osoba, która chciałaby realizować w swoim życiu świat wartości, jaki ogólnie określiłem na wstępie, która chciałaby je formować w duchu wspomnianego „jednego poglądu na życie”, musi się zrzeszać, musi szukać wspólnoty, musi odnajdować się w otoczeniu, które da jej dobre, prawdziwe punkty odniesienia.

Dlaczego wszechpolskość?

Strukturą, mającą odpowiedni potencjał do tego, by najpełniej odpowiedzieć na to zapotrzebowanie młodych, prawych ludzi, jest Młodzież Wszechpolska. Przemawia za tym wiele argumentów:

Po pierwsze, MW opiera się na systemie rozumienia rzeczywistości i jej opisu skonstruowanym przez Narodową Demokrację, której podstawowym założeniem jest odrzucenie doktrynerstwa i ciasnych ram pojmowania świata; fakt ten decyduje o potencjale twórczym organizacji, o otwarciu na poszukiwanie form wyrażania idei za pomocą jak najbardziej aktualnych środków; MW nie szufladkuje młodego człowieka, ale stwarza mu perspektywę działalności możliwie najpełniej wykorzystującej jego indywidualne zdolności.

Po drugie, Młodzież Wszechpolska stoi na mocnym fundamencie idei Polski pojmowanym jako zobowiązanie i zadanie; poszanowanie tradycji narodowej, historii, polskiej tożsamości religijnej– tym kierujemy się wychowując i kształcąc się wzajemnie; dajemy młodym ludziom silną identyfikację i poczucie wartości wynikające z faktu bycia Polakiem

Po trzecie, nie jesteśmy młodzieżówką partyjną, zaangażowanie polityczne nie jest jedynie słusznym modelem dorosłego życia, jakie proponujemy naszym działaczom; posiadamy dzięki temu swobodę wypowiadania się na forum publicznym w szczególnie ważnych dla narodu sprawach niezależnie od dyrektyw wydawanych przez taką czy inną „wierchuszkę” partyjną; przygotowujemy naszych działaczy do podjęcia działalności społecznej, pozostawiając im wolną rękę co do wyboru dalszej drogi życiowej

Po czwarte, dzięki endeckiemu paradygmatowi trzeźwego, realistycznego spojrzenia na rzeczywistość, formacja w ramach MW nie powoduje „fiksacji” jaką wykazują, niestety, bardzo często, ruchy i organizacje, kierujące się swoistymi wizjami ideowo-politycznej „jedynozbawczości”; jedni widzą ratunek w powszechnej prywatyzacji, inni w systemie wyborczym, jeszcze inni w monarchii, w jakiejś koncepcji religijnej, w rządach silnej ręki, w samorządności, w lustracji, w informatyzacji etc. Wyliczać można bez końca. MW unika pokusy przedstawiania jakiejś utopijnej wizji, uniwersalnego klucza, lub zestawu kluczy, objaśniającego przeszłość, rozwiązującego problemy teraźniejszości i pozwalającego projektować świetlaną przyszłość; zachowujemy przez to zdolność do krytycznej analizy i walki o Polskę w oparciu o tą analizę

Po piąte, w odróżnieniu od wielu innych organizacji, staramy się budować zarówno wspólnotę idei i działalności, jak i przyjaźni, wspólnotę koleżeństwa i trwałych, wieloletnich relacji; działalność w MW to przygoda wspólnotowej pracy, zabawy i walki o ideowe pryncypia

Po szóste, działalność w ramach MW nie oznacza zamknięcia młodego człowieka na jedno środowisko, jest wręcz przeciwnie – czując się mocni swoją tożsamością ideową i organizacyjną stwarzamy naszym działaczom możliwości do aktywizowania się w rozmaitych przestrzeniach, współpracujemy z wieloma osobami, organizacjami i ruchami; Wszechpolacy, byli lub wciąż aktywnie działający, animują życie szkolne, akademickie, społeczne, religijne, pracują w mediach, nierzadko je tworząc lub współtworząc, są specjalistami w swoich dziedzinach, udzielają się w swoich branżach, w życiu naukowym itd.; nie kształtujemy w ramach MW szeregowców, by potem użyć ich do walki politycznej – naszą ambicją jest wychowywać oficerów, którzy na wszystkich odcinkach życia społecznego będą mogli pełnić odpowiedzialne funkcje mając zawsze na uwadze interes narodowy i dobro państwa

Nasz naród, podobnie jak praktycznie wszystkie inne narody Starego Kontynentu, znajduje się obecnie na równi pochyłej dziejów. Europa, a z nią Polska, trawiona gangreną indywidualizmu, konsumpcjonizmu, rozpadu podstawowych więzi społecznych, zaniku trwałych wspólnot, wydaje się kończyć, umierać. Ciężko o nadzieję patrząc na fatalny stan świadomości szerokich mas. O rozumienie najbardziej fundamentalnych, oczywistych, wydawałoby się, pojęć, trzeba w życiu społecznym toczyć nieustanny bój. Wraz z wiekiem XX świat wkroczył w epokę totalną – polityka i ideologia przeniknęły do życia prywatnego każdego człowieka i zadomowiły się w nim, jak się wydaje, na dobre. Przełom dwudziestego i dwudziestego pierwszego stulecia przyniósł z kolei zwycięstwo globalizmowi, który, nałożony na warunki funkcjonowania w świecie totalnym, skutkuje totalnym chaosem w dziedzinie kultury, rozumianej jako środowisko życia człowieka. W tej sytuacji ludzie chcący żyć wg jednoznacznych zasad i walczyć o ich panowanie w życiu społecznym, muszą się organizować. Trzeba sobie uświadomić, że stanowić będziemy, raczej nieliczną, mniejszość, stojącą wobec biernych mas zanurzonych w bieżącej konsumpcji. Nie oznacza to jednak, że musimy przegrać. Nieliczna, ale dobrze zorganizowana, walcząca o dominację w państwie i społeczeństwie mniejszość, może skutecznie wpływać na kształtowanie się oblicza narodu. Naszym zadaniem jest taką siłę budować. Zachowując pryncypialność ideową, musimy kształcić kolejne pokolenia do prowadzenia walki uwzględniającej ciągłą, nieustanną zmianę form. Zadaniem wszystkich prawych sił społecznych w Polsce jest tworzenie sieci powiązanych ze sobą ruchów, organizacji, stowarzyszeń, instytucji, najróżniejszych podmiotów zagospodarowujących jakiś wycinek rzeczywistości na naszą modłę. W przestrzeni publicznej, politycznej, kulturowej trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że nie dojdzie do żadnej rozstrzygającej bitwy, nie będzie żadnego momentu przesilenia, po którym będzie można stwierdzić; wygraliśmy lub ponieśliśmy klęskę. Nie, specyfika dzisiejszych czasów polega na tym, że nic nie jest do końca określone, walka trwa na wszelkich możliwych polach. Ciężko o jednoznaczną klęskę, a jednoznaczne zwycięstwo, rozumiane jako zbudowanie państwa i społeczeństwa opartego o stałe i w miarę stabilne podstawy, które sprawią, że funkcjonowanie ludzi chcących żyć według „jednego poglądu” będzie proste i oczywiste, takie zwycięstwo nie wydaje się realne. W tej permanentnej, totalnej walce, wszechpolskie widzenie świata, wszechpolska ideowość i pragmatyzm, wszechpolska aktywność i mobilność są tymi cechami, które czynią z młodych ludzi roztropnych i pewnych żołnierzy słusznej sprawy.

Robert Winnicki

Tekst ukazał się w 7 numerze „Polityki Narodowej”

Check Also

Sprawa najważniejsza z ważnych

Sprawa jest najważniejsza z ważnych. Decydująca i rozstrzygająca przyszłości Rzeczypospolitej. Stanowiąca o tym, jakim mamy …