Home / Znalezione / O katolicki nacjonalizm

O katolicki nacjonalizm

Z ciekawością i uwagą pochyliłem się nad świeżo opublikowanym na portalu narodowcy.net tekstem kol. Michała Kowalczyka pt: „Nacjonalista do legitymistów” – polemicznym ustosunkowaniem się do publikacji Adama Danka „Polska nie jest najważniejsza”. Tekst ten, na co wskazuje tytuł, miał być również, prowadzoną z perspektywy nacjonalistycznej, krytyką „legitymistycznego” umiejscawiania narodu na konkretnej (takiej a nie innej) pozycji w hierarchii wyznawanych wartości.

Mimo przyjęcia do wiadomości perspektywy światopoglądowej autora (który zaznacza: „[…] piszę to z pozycji nacjonalisty nawiązującego do dziedzictwa wczesnej endecji – z rezerwą podchodzącego m.in. do ultrakatolickich aspektów ruchu narodowego lat 30-tych […]”), nie mogę odmówić sobie ustosunkowania się do niektórych z przedstawionych zagadnień, na które odpowiedzią może być jedynie głęboka niezgoda.

Na początku swojej publikacji autor przytacza słowa A. Danka: „Kościół opiera się na Prawdzie absolutnej i bezwzględnej (…) Kościół jest wspólnotą uniwersalną i mieści w sobie wszystkie narody„ i, wprawiając mnie w głębokie zdumienie, stawia się do tego (wydawałoby się – oczywistego) stwierdzenia, w kontrze, pisząc: ”Natomiast moim zdaniem – jako nacjonalisty – każdy ma prawo do wyboru takiego czy innego stanowiska względem Boga/Istoty Najwyższej itp.

Rozumiejąc nacjonalizm jako doktrynę, która wielkość, szczęście i dobro narodu stawia jako warunek dobra jednostki, należy zastanowić się, jak katolik-nacjonalista, człowiek wierzący w Boga, wierzący w zbawcze działanie Opatrzności, może w spokoju spoglądać na apostazję własnej wspólnoty narodowej. Czy świadome godzenie się na pozbawianie swojego narodu łask wynikających z praktyki religijnej, zbiorowego poleceniu się Boskiej opiece ( np. „Śluby Jasnogórskie”) byłoby czymś godnym? Czy nie byłoby to działanie wbrew samej istocie idei nacjonalistycznej? Czy, zdając sobie sprawę właśnie z „absolutnego i bezwzględnego” charakteru Prawdy, której depozytariuszem jest Kościół, można tę Prawdę sprowadzić do roli podrzędnej, wręcz służebnej („Katolicyzm jest dla nas o tyle ważny, iż jest ważnym uzupełnieniem polskości„) w stosunku do czegokolwiek? Non possumus!

Nie dlatego bronimy Kościoła, że jest „fajną”, „tradycyjną”, „naszą” instytucją, która jest przeciwna liberalizmowi, lecz dlatego, że posiada Prawdę najwyższą – Prawdę z zupełnie innego świata, niż ten na którym giną i rodzą się narody. W podobny sposób należy rozważyć stwierdzenie, że „zdanie Kościoła w jakiejś konkretnej sprawie nie jest dla nas wiążące” – otóż oczywiście jest! Dla katolika zdanie Kościoła jest wiążące zawsze – m.in. poprzez pryzmat nauki Kościoła rozpoznajemy dobro narodu. Trudno przecież wyobrazić sobie osobę, która w parzyste dni tygodnia jest katolikiem słuchającym nakazów hierarchii, natomiast w nieparzyste nacjonalistą traktującym kwestie religijne podrzędnie względem tego, co definiuje jako dobro narodu.

Autor wskazuje również, że „wśród polskich narodowców są osoby zarówno praktykujące religijnie, jak również agnostycy czy zupełni ateiści” – jest to niewątpliwie ciekawe zagadnienie, które skłania do refleksji nad doktryną nacjonalistyczną w ogóle; jej charakterem, różnorodnością, ustosunkowaniem się do ideologicznych sporów trawiących Europę i świat (stosunek nacjonalizmów do socjalizmu, liberalizmu, konserwatyzmu, czy religii Katolickiej – i religii w ogóle). Ciekawym przyczynkiem do rozważań nad tym szerokim zagadnieniem może być tekst Adama T. Witczaka pt: „Jaki nacjonalizm?”

Nacjonalizm, z którym utożsamia się tak wiele wzajemnie sprzecznych nurtów politycznych (ideologicznych) jest pojęciem, którego kontekst użycia trzeba niemalże każdorazowo weryfikować, by uniknąć pomyłki. Zadać również należy sobie pytanie, jaka jest dzisiaj istotna treść wyrażenia: „polscy narodowcy”. Czy z racji słabości nacjonalizmu w Polsce nie jest aby tak, że po jednej stronie barykady stają osoby z wzajemnie antagonistycznymi poglądami, które być może w odmiennych warunkach zaciekle by się zwalczały?

W dalszej części swojej polemiki, kol. Michał pisze: „Otóż dla nacjonalisty – moim skromnym zdaniem – Polska, rozumiana nie tylko jako państwo ale również jako treść polskiego narodu – powinna być najwyższym dobrem społecznym w życiu jednostki” i w tym punkcie oczywiście przyznaję mu rację. Polska winna być dla Polaka najwyższym „dobrem społecznym”! Tyle, że kwestie religijne – co oczywiste – są czymś rozpoznawanym w całkowicie innym wymiarze. Co powinno być w mniemaniu autora miernikiem „dobra społecznego”? Jakimi wskazaniami kierujemy się rozpoznając dobro narodu, jeśli nie posiadamy trwałego fundamentu na którym Wielka Polska może zostać zbudowana – a jakim może być jedynie niezmienna nauka Kościoła Katolickiego?

Następnie autor stwierdza, że „termin „Boski Ład” jest bardzo relatywny i nie może być „zaprowadzany” przez jakiekolwiek władze państwowe, godzące się aby wiara była prywatną sprawą obywateli”. Nie bardzo rozumiem, skąd przekonanie o relatywizmie „Boskiego Ładu”, skoro katolicyzm daje wyraźne nakazy i zakazy, którymi należy kierować się w życiu. Oczywistym jest, że nie może zostać on „zaprowadzony” przez władze państwowe, bowiem żadna władza ziemska nie sprawuje jurysdykcji nad ludzką duszą, ale w moim rozumieniu Wielka Polska, Katolickie Państwo Narodu Polskiego, to państwo organizujące ogólne ramy życia społecznego zgodnie z nauką Kościoła. Wiara jest oczywiście prywatną sprawą każdego człowieka – w tym sensie, że nikt nie jest w stanie narzucić wiary (prawdziwie) siłą. Natomiast państwo powinno poprzez swoją legislacje sprzyjać Kościołowi w jego pracy ewangelizacyjnej.

W dalszej części możemy przeczytać „Tradycje są również ważne, o ile wypływają z duszy narodu, a mogą to być tradycje zarówno chrześcijańskie, jak również nie-chrześcijańskie (np. zwyczaje ludu polskiego na wsi, zaczerpnięte z czasów przedchrześcijańskich).”. Abstrahując od kwestii zasadniczej (dla polemiki autora z Adamem Dankiem), że p. Danek pisząc „Tradycja” przez duże „T” ma na myśli konkretną, katolicką Tradycję – żywe słowo Jezusa Chrystusa – kol. Michał popełnia niewyobrażalny dla katolika, a znamienny dla indyferentyzmu religijnego błąd. Zrównuje tradycje chrześcijańskie z tradycjami niechrześcijańskimi – coś co jest refleksem, odbiciem (nawet w swoim ludowym, obrzędowym wymiarze) ontologicznej prawdy, z czymś co wyniki z fałszu. Autor widzi w polskości zlepek różnych tradycji obrzędowych, z których każdą uznaje za równie dobrą, ciekawą. Mieszankę (cytując klasyka) „szamba z perfumerią”.

Kończąc moje rozważania, chciałbym zwrócić także uwagę na fakt, moim zdaniem, niezbyt trafnego zaadresowania polemiki. Bo czy krytykowane przez autora punkty właściwe są jedynie legitymistom? Czy nie winien się pod nimi podpisać każdy katolik-narodowiec?

Podsumowując, naród na płaszczyźnie ziemskiej, doczesnej, jest najważniejszym dobrem, ku którego wielkości każdy świadomy członek wspólnoty powinien dążyć. Istnieje jednak inna płaszczyzna, wobec ziemskiej nadrzędna, do której doczesność musi się dostosować i która na nią wpływa. Prawdziwą wielkością narodu jest jego potęga na ziemi, równoczesna z potęgą dusz wyznających prawdę.

I tylko taka Polska będzie Wielka, i tylko taka Wielkość ma sens.

Czołem Wielkiej Polsce!

Mikołaj Kamiński

Check Also

Sprawa najważniejsza z ważnych

Sprawa jest najważniejsza z ważnych. Decydująca i rozstrzygająca przyszłości Rzeczypospolitej. Stanowiąca o tym, jakim mamy …