Home / Znalezione / Wobec katolickiego nacjonalizmu

Wobec katolickiego nacjonalizmu

Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł kol. Mikołaja Kamińskiego pt: O katolicki nacjonalizm (http://mw.org.pl/index.php/2011/05/o-katolicki-nacjonalizm/), i chciałbym jeszcze raz odnieść się do katolickiej wizji polskiego nacjonalizmu, mając na celu dobre zrozumienie moich intencji.

Tekst kol. Mikołaja jest pisany niewątpliwie z pozycji typowego polskiego nacjonalisty, wyrażającego niezwykłe przywiązanie do religii rzymskokatolickiej, zarówno na polu dostrzegalności jej wartości dla kultury polskiej, jak również w stosunku osobistym. Takie stanowisko szanuję, i nie chciałbym być odebrany jako osoba niechętna katolicyzmowi, wszak doceniam wartość katolicyzmu dla polskości, a także niejednokrotnie podejmowałem inicjatywy sprzyjające propagowaniu wartości katolickich, m.in. w murach uniwersyteckich. Kiedy liberalne wolnomyślicielstwo atakuje Kościół Rzymskokatolicki, zgłaszam gotowość do jego obrony.

Pragnę natomiast zauważyć, że nie należy wymagać bycia od kogoś tym kim – z różnych powodów – nie jest, a udawanie gorliwego katolika, uznającego m.in. dogmaty Kościoła Rzymskokatolickiego, trąciłoby niegodnością i hipokryzją. Wszelako nawet Biblia domaga się mówienia prawdy, dlatego też z niechęcią obserwuję jak wiele osób w naszym kraju stara się pozować na dobrego katolika, w głębi serca nim w żaden sposób nie będąc. Dlatego lepiej grać w otwarte karty, wiara powinna być efektem łaski, czy też objawienia, nie zaś chęci „przypodobania” się otoczeniu.

W stanowisku, które zajmuję nie jestem jednakże odosobniony. Działając od lat w środowiskach szeroko rozumianej prawicy, przekonałem się o różnym podejściu prawicowców, czy też samych narodowców, do kwestii wiary. Poczynając od gorliwego katolicyzmu objawiającego się uczestnictwem w mszach przedsoborowych, kończąc na zupełnym ateizmie, zmieszanym nawet z silną dawką antyklerykalizmu. To nie są pojedyncze przypadki. Mi osobiście daleko jest to obydwu postaw, sądzę, że w stopniu dość równomiernym.

Różnice między moim stanowiskiem, a stanowiskiem kol. Mikołaja wynikają nie tylko ze względu na inną posiadanie innej hierarchii wartości, lecz także innych – jak mniemam – źródeł inspiracji ideowych. Dla wielu współczesnych kolegów i koleżanek z ruchu narodowego głównym źródłem ideowego natchnienia jest polski nacjonalizm lat 30-tych, nawet jeśli odrzucają jego skrajnie antydemokratyczne zapędy. Dlatego też, w konfrontacji rewolucja-kontrrewolucja, zawsze (lub prawie zawsze) stają po stronie tej drugiej.

Inaczej patrzą na to osoby przywiązane w większym stopniu do ideałów wczesnej endecji, nie wstydząc się jej postępowych społecznie, demokratycznych czy wręcz modernistycznych postulatów. Co więcej, różne może być podejście do kwestii pojmowania historii. Dla ultrakatolickiego nacjonalisty rewolucja francuska zawsze będzie synonimem wszelkiego zła. Tymczasem, znienawidzona rewolucja – mimo wynaturzeń i jej okrucieństw – była katalizatorem, choćby narodzin nowoczesnej ideologii narodowej oraz przebudzenia narodowego, nie tylko we Francji. Podobnie przyznać muszę uznanie dla takich postaci jak Mochnacki czy Łukasiński, wyraźnie deklarując, że w ich epoce stanąłbym po stronie ruchów demokratycznych i antymonarchistycznych, mimo iż uznać dziś możemy – z perspektywy historycznej – metody ich działań za niekoniecznie najlepsze rozwiązanie w ówczesnych realiach.

Jestem także zdania, że współczesny ruch narodowy potrzebuje wyraźnego odwołania historycznego, i lepszym byłoby właśnie przywołanie wczesnej endecji Popławskiego, Balickiego i młodego Dmowskiego, niż narodowo-radykalnych ruchów z lat 30-tych ubiegłego stulecia. Uważam, że obecna sytuacja polskiego narodu przypomina bardziej właśnie tę z końca XIX wieku. Dla przykładu, nie jesteśmy dziś zagrożeni przez totalitarne reżimy, chcące na połknąć przy pierwszej lepszej okazji, natomiast Polska jest dziś pod zaborem sił wrogich polskiemu żywiołowi narodowemu. Chodzi tutaj o płaszczyznę polityczną, medialną, jak również finansową. Żyjemy oficjalnie w wolnej Polsce, ale tak naprawdę jesteśmy pod obcym zaborem. Dlatego sądzę, iż tylko poprzez ruch społeczny – w pewien sposób demokratyczny – dążąc do zrzucenia jarzma obcych sieci, także we współpracy z innymi zniewolonymi narodami, możemy zmienić naszą rzeczywistość. Między innymi z tego względu, sądzę, że lepiej szukać obecnie inspiracji u zarania obozu narodowego. To jednak kwestia, na zupełnie inną dyskusję.

Wracając zaś do konkretnych myśli artykułu kol. Mikołaja, czuję się zmuszony zacytować kilka jego przemyśleń, odnosząc się do nich w sposób (w moim rozumowaniu) należyty i słuszny. Na początek: Czy świadome godzenie się na pozbawianie swojego narodu łask wynikających z praktyki religijnej, zbiorowego poleceniu się Boskiej opiece ( np. „Śluby Jasnogórskie”) byłoby czymś godnym? Czy nie byłoby to działanie wbrew samej istocie idei nacjonalistycznej? Czy, zdając sobie sprawę właśnie z „absolutnego i bezwzględnego” charakteru Prawdy, której depozytariuszem jest Kościół, można tę Prawdę sprowadzić do roli podrzędnej, wręcz służebnej w stosunku do czegokolwiek? Przede wszystkim nie potrafię pojąć dlaczego wiarę rzymskokatolicką autor uważa za istotę idei nacjonalistycznej. Owszem, zdaniem wielu polskich nacjonalistów katolicyzm jest istotą polskości. Czy jest tym samym istotą idei nacjonalistycznej? Czy gdyby np. większość Polaków była innego wyznania, to czy nadal katolicyzm byłby ową istotą idei nacjonalistycznej? Sądzę, że niekoniecznie. Kol. Mikołaj pisze to z perspektywy nacjonalisty-katolika, zaś zwykły szacunek względem pozostałych nacjonalistów – nieujmujących spraw w ten sposób – kazałby dodać grzeczne „moim zdaniem”, czy „zdaniem nacjonalisty-katolika”. W swoim artykule, na samym początku dałem czytelnikowi do zrozumienia, z jakiej pozycji pisany jest artykuł. Przywłaszczanie sobie „ogólno-nacjonalistycznego” stanowiska uważam za nieporozumienie i pewien brak rzetelności. W ruchu narodowym jest sporo rozbieżności: na polu stosunku do religii, stosunku do gospodarki, do spraw zagranicznych itd. Dlatego należałoby pisać artykuły z podkreśleniem, że reprezentuje się siebie, czy dany nurtu ruchu narodowego.

Po drugie, jeśli autor „zdaje sobie sprawę” z „absolutnego i bezwzględnego charakteru Prawdy”, to składam mu najlepsze gratulacje odkrycia swojej ścieżki życiowej, niemniej skąd przekonanie, iż powinno obowiązywać to wszystkich polskich nacjonalistów? Czy może dojdziemy wkrótce do momentu kiedy zaczniemy podcinać swoje XIX-wieczne korzenie, o zabarwieniu demokratycznym i postępowym społecznie, szargając pamięcią wybitnych ojców nowoczesnej ideologii narodowej: Jana Ludwika Popławskiego oraz Zygmunta Balickiego? Sądzę, że łatwiej uznać obóz narodowy lat 30-tych za odpowiedź na ogólnoeuropejskie tendencje tamtej epoki, oraz nie odcinając się od jego dorobku, uznając przy tm, że dzisiaj czasy są zupełnie inne. Natomiast trudno mi wyobrazić sobie wyrwanie korzeni naszego ruchu, które dalekie są od ujmowania spraw w sposób katolicko-narodowy. Kolejne myśli kol. Mikołaja można podsumować w podobny sposób: są one wynikiem podejścia nacjonalisty-katolika, a nawet lepiej użyć określenia katolika-nacjonalisty. Jednakże warto, aby nie narzucać tego sposobu myślenia tym nacjonalistom, dla których jest to sposób myślenia dość obcy. W moim przekonaniu, jest to sprawa zwykłego szacunku wobec reszty kolegów i koleżanek, w imię wspólnego celu: Wielkiej Polski.

Na stwierdzenie przeze mnie faktu, o różnorodności środowiska narodowego pod względem religijnym, autor odpowiada: jest to niewątpliwie ciekawe zagadnienie, które skłania do refleksji nad doktryną nacjonalistyczną w ogóle; jej charakterem, różnorodnością, ustosunkowaniem się do ideologicznych sporów trawiących Europę i świat. Oczywiście, cała nasza dyskusja warta jest refleksji, i myślę, że nie tylko osób biorących w niej udział. Natomiast jak napisał w komentarzu kol. Prezes: Teksty kol.kol. Kowalczyka i Kamińskiego dobrze pokazują pewne napięcie, które w Ruchu Narodowym zawsze było obecne. Wychodząc początkowo z pozycji laickich, ruch nasz przeszedł w 20-leciu międzywojennym znaczącą ewolucję, która zaowocowała powstaniem doktryny Katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Na pewnym poziomie jest to spór, który nigdy nie znajdzie definitywnego rozstrzygnięcia.

Z całą pewnością jest to właściwe ujęcia sprawy – nigdy ten spór niezostanie ostatecznie rozstrzygnięty. Zaś ci, którzy będą próbować zmusić drugą stronę do przyjęcia swojej pozycji, mogą liczyć się, iż to na nich spadłaby odpowiedzialność za ewentualne podziały w ruchu narodowym. Jeśli chcemy razem budować Polskę Narodową, nie warto abyśmy marnowali nasze siły na bezskuteczne próby narzucenia, czy to katolickiej wizji nacjonalizmu, czy też wizji odcięcia się od katolicyzmu. Osobiście, zajmuje środowisko pośrednie – szanując wartości katolicyzmu dla kultury polskiej, oraz samego narodu polskiego, stwierdzam zwyczajnie, iż nacjonalizm nie może być dodatkiem do katolicyzmu, jednakże katolicyzm powinien być wartościowym uzupełnieniem naszego nacjonalizmu. W tym sensie, godzę się na katolicką Polskę, z katolicyzmem jako ważną wartością dla polskiego narodu, ale nie będącego ofensywnym względem osób, którym sama wiara katolicka wydaje się daleka. Akceptuję też fakt, że dzisiaj prawie wszystko łączy narodowców z katolicyzmem, stąd antyklerykalizm uważam za bezsensowny, kiedy wspólnie trzeba bronić Polski przed libertyńskimi, wyuzdanymi, deprawującymi oraz degeneracyjnymi zakusom Zachodu.

Pada także stwierdzenie, że państwo powinno poprzez swoją legislacje sprzyjać Kościołowi w jego pracy ewangelizacyjnej. Czy państwo nie powinno sprzyjać swoim prawodawstwem ewangelizacji dokonywanej np. przez ewangelików, choćby na Śląsku Cieszyńskim? Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że właśnie choćby protestantyzm Cieszyniaków jest jak najbardziej polski, czemu historia nie raz dała wyraz. Czy może więc zacząć utrudniać miejscowym pastorom ewangelizację tamtejszych Polaków, tym samym wywołując wśród części odruch niechęci wobec polskości, jawiącej się im jako synonim pogwałcenia ich praw oraz uczuć religijnych? Państwo powinno być szczególnie życzliwe wobec każdej wiary o charakterze polskim (nie tylko chrześcijańskiej, np. islam polskich Tatarów-Muzułmanów), natomiast nie może dać do zrozumienia obywatelom nie wyznającym katolicyzmu, czy też nie praktykującym regularnie, że są Polakami gorszej kategorii. Wówczas, mogą stać się oni podatni na działania z zewnątrz, a polskość zacznie rysować im się czarnymi barwami.

Dalej idąc, spotykam się z zarzutem: Abstrahując od kwestii zasadniczej (dla polemiki autora z Adamem Dankiem), że p. Danek pisząc „Tradycja” przez duże „T” ma na myśli konkretną, katolicką Tradycję – żywe słowo Jezusa Chrystusa – kol. Michał popełnia niewyobrażalny dla katolika, a znamienny dla indyferentyzmu religijnego błąd. Zrównuje tradycje chrześcijańskie z tradycjami niechrześcijańskimi – coś co jest refleksem, odbiciem (nawet w swoim ludowym, obrzędowym wymiarze) ontologicznej prawdy, z czymś co wyniki z fałszu. Autor widzi w polskości zlepek różnych tradycji obrzędowych, z których każdą uznaje za równie dobrą, ciekawą. Mieszankę (cytując klasyka) „szamba z perfumerią”. Dlaczego miałbym uważać tradycję katolicką za znacznie lepszą od np. tradycji przedchrześcijańskich, wciąż widocznych np. na wsi? Różne polskie zwyczaje mają inspirację przedchrześcijańską, poczynając od Zaduszek, a kończąc na Nocy Kupały. Moim zdaniem, należy im się nie mniejszy szacunek niż tradycjom chrześcijańskim, natomiast oczywiste, że ze względu na dominację tradycji chrześcijańskich, często nie dostrzegamy tych przedchrześcijańskich, lub nie chcemy ich widzieć. Szanując jednak przodków naszych, weźmy pod uwagę, iż różne wierzenia ludowe były bardzo ważne dla naszych pradziadów. Z tego też powodu, warto podejść to nich ze zwyczajnym respektem. Nie zamierzam wartościować, czy lepsze są tradycje chrześcijańskie, czy przedchrześcijańskie, stwierdzam zaś, że tych pierwszych jest znacznie więcej. Co jednak nie oznacza, iż te pierwsze należy koniecznie pisać przez duże „T”, zaś te drugie nawet nie nazywać „tradycjami”, lecz przyjąć nieco pejoratywne określenie np. „obrzędy”, bądź „przesądy”. Przywołanie określenia „szambo z perfumerią” uważam za mocno niegodziwe, wręcz obraźliwe, uwłaczające poprzednim pokoleniom, jak również samej istocie polskości, która często wyrasta z prostego ludu, wraz z jego wierzeniami.

Podsumowując moje rozważania, zwracam się do kol. Mikołaja, oraz nacjonalistów myślących w podobny sposób – typowy dla katolika-nacjonalisty – aby nie podejmowali bezskutecznych i szkodliwych dla ruchu narodowego prób, mających na celu narzucenie pozostałym narodowcom katolickiej wizji narodu polskiego i prymatu katolicyzmu nad (niekiedy różnie rozumianymi) interesami narodu. Co więcej, sądzę, iż różnorodne – pod względem podejścia do religii – oblicze ruchu narodowego może być korzystne. W nasze szeregi może przystąpić tak religijna dziewczyna z niewielkiego miasteczka, jak chłopak z dużego miasta niepraktykujący religijnie. Zdecydowanie nie warto, aby ktokolwiek był zrażany skrajnym podejściem, czy to katolików-narodowców, czy „frakcji laickiej”.

Wierzę, że postawa obustronnego szacunku umożliwi realizację wielu postulatów narodowych, gdyż poza odmienną hierarchią wartości czy przekonaniami religijnymi, wszystko inne nas łączy w celu budowy Wielkiej Polski.

Michał Kowalczyk

Check Also

Sprawa najważniejsza z ważnych

Sprawa jest najważniejsza z ważnych. Decydująca i rozstrzygająca przyszłości Rzeczypospolitej. Stanowiąca o tym, jakim mamy …