Home / Dolnośląskie / Refleksje po wrocławskiej debacie Teologii Politycznej

Refleksje po wrocławskiej debacie Teologii Politycznej

irryd

26 listopada na Wydziale Prawa Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego odbyła się zorganizowana przez redakcję „Teologii Politycznej” debata, której tematem była podmiotowość narodu polskiego w państwie i państwa polskiego na globalnej szachownicy. Udział wzięli w niej także wrocławscy wszechpolacy.

Rocznik filozoficzny „Teologia Polityczna” powstał za sprawą Marka A. Cichockiego wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego, Dyrektora Programowego Centrum Europejskiego Natolin, doradcy prezydenta Kaczyńskiego i Dariusza Karłowicza, filozofa i publicysty związanego z krakowskim Ośrodkiem Myśli Politycznej. „Teologia…”, animując pogłębioną refleksję metapolityczną z pozycji konserwatywno-liberalnych, niewątpliwie wzbudziła pozytywny ferment na dość jałowej płaszczyźnie jaką jest życie intelektualne grup i grupek określających się w Polsce prawicą. Za szczególnie interesujący i ważny należy uznać najnowszy, piąty numer pisma opatrzony tytułem: „Złoty róg, czyli nieodzyskana podmiotowość”. Po raz pierwszy chyba uznane, mainstreamowe środowisko w sposób tak dobitny postawiło rzeczywiście ważne dla życia społecznego pytania, zajmując się fundamentalnym problemem: zupełnym oderwaniem klasy politycznej od narodu – jego uprzedmiotowieniem i faktycznym brakiem podmiotowości państwa polskiego na arenie międzynarodowej, pomimo posiadania przezeń większości formalnych, instytucjonalnych atrybutów niepodległości. Nie dziwi więc, że środowisko „Teologii…” postanowiło właśnie na kanwie tego numeru opuścić zacisze redakcji i rozpocząć bezpośredni dialog ze wszystkimi zainteresowanymi taką debatą.
Debata
Grono panelistów wrocławskiej debaty obok samego Cichockiego stanowili: prof. Adam Chmielewski z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego, wiceprezydent Wrocławia Jarosław Obremski i prof. Jan Waszkiewicz, pierwszy marszałek Województwa Dolnośląskiego. W trakcie debaty wiodącą rolę odgrywały wystąpienia redaktora „TP” w której powtórzył on tezy pisma. Polska mimo formalnej suwerenności nie odzyskała po upadku rzeczywistej podmiotowości. W dużej mierze polskie elity podążały jedynie z prądem wyznaczanym przez szersze trendy europejskie i globalne, zaś polska transformacja po 1989 r. miała charakter wybitnie imitacyjny. III RP od początku była i jest państwem niezwykle słabym, nie tylko wobec innych państw, ale także wobec wewnętrznych partykularnych grup interesu, nierzadko idących pod prąd interesu ogólnonarodowego. Klasa polityczna nie potrafi uzgodnić kategorii spraw wyjętych z bieżącej walki partyjnej (przypominającej starcia plemion), które w każdym normalnym państwie składają się na to, co zwykło się określać racją stanu. Trudno się temu dziwić, skoro przez wiele lat po 1989 r. dominujące środowiska opiniotwórcze, a za nimi czołowi politycy w ogóle, kwestionowali zasadność sformułowań takich jak racja stanu, interes narodowy, suwerenność, relatywizując znaczenie samego państwa narodowego jako rzekomo archaicznego, którego znaczenie będzie jakoby w epoce globalizacji i integracji europejskiej systematycznie maleć. Praktycznie dominowała i w dalszym ciągu dominuje swoista mentalność postkolonialna, zasadzająca się na wierze, że wszystkie egzystencjalne problemy Polaków rozwiąże „dołączenie do Europy” i zdanie się na jej mechanizmy. Przy takiej perspektywie definiowanie polskiego interesu narodowego i stanowcze forsowanie go wydaje się czymś w najlepszym razie nietaktownym. Tymczasem powodzenie modernizacji i to w jaki sposób będą z niej korzystać obywatele jako wspólnota, takie prozaiczne kwestie jak bezpieczeństwo energetyczne, budowa autostrad, rozwój określonych sektorów gospodarki (jaskrawy przykład polskich stoczni) zależy właśnie od podmiotowej pozycji państwa polskiego.
Uczestnicy debaty podkreślali jak istotną rolę w podtrzymywaniu tego typu mentalności odrywają media, dla których podstawową miarą dla oceny polskiej polityki jest to, jak jest odbierana przez elity i media zachodnie. W trakcie dyskusji zauważono, na tle prowokacyjnej uwagi znajdującego się wśród audytorium dawnego lidera Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego, że podstawową przeszkodą dla wybicia się Polaków na podmiotowość jest właśnie mentalność polskich elit politycznych i środowisk kreujących dyskurs publiczny. Co do przedstawionych generalnych wniosków panowała wśród wszystkich panelistów zgoda; Obremski i Waszkiewicz posiłkowali się w swoich wypowiedziach doświadczeniami z działalności samorządowej, prof. Chmielewski odwoływał się do myśli Alasdaira McIntyre’a
Prawdziwą polemikę spowodowały dopiero pytania i refleksje uczestników z widowni. W imieniu wszechpolaków głos zabrał prezes naszej organizacji (jednocześnie szef dolnośląskiego okręgu MW) Robert Winnicki. Nawiązując do wystąpienia wiceprezydenta Obremskiego postawił on pytanie jak w kontekście jego słów, podkreślających konieczność budowania silnej wspólnotowej tożsamości Polaków i poczucia własnej wartości, prezentuje się polityka historyczna władz Wrocławia, cierpiąca właśnie na swoisty kompleks podkreślania jego niemieckiej przeszłości kosztem jej polskich okresów. Obremski w absurdalny sposób próbował początkowo zbagatelizować problem stwierdzając, iż miast zajmować się historią, zadajmy najpierw pytanie o odpowiednie skomunikowanie Wrocławia z resztą kraju – tak jakby zaniedbania w kwestiach infrastrukturalnych miały jakikolwiek wpływ na prowadzenie lokalnej polityki historycznej. W sukurs wiceprezydentowi przyszedł Waszkiewicz w pełni usprawiedliwiający ją w obecnej formie „prawdą historyczną”.
Polityka historyczna
Jaka jest polityka historyczna w wykonaniu ekipy, która przy wszystkich zmianach szyldów i roszadach personalnych sprawuje we Wrocławiu niepodzielną władzę od 19 lat, każdy widzi. Hala Ludowa została na powrót Halą Stulecia na cześć pruskiego zwycięstwa pod Lipskiem nad Napoleonem i wspierającymi go Polakami. Nie wiadomo czym zawiniła Operetka Wrocławska – również wróciła do przedwojennej nazwy „Capitol”. Okrągłą rocznicę zakończenia II wojny światowej i powrotu Dolnego Śląska do Polski uczczono ubolewając nad wojną domową rozpętaną przez enigmatycznych nazistów we „wspólnej europejskiej ojczyźnie”. Wrocławski establishment dawno już przyjął dla opisu tego co stało się po maju 1945 roku retorykę Eriki Steinbach – nawet w trakcie opisywanej debaty Waszkiewicz używał z przejęciem terminów „wypędzenie”, „wypędzeni”.
Mamy zresztą całkiem świeży skandal – 19 listopada br. radni miejscy ugięli się przed haniebną, napastliwą kampanią prasową lokalnej mutacji „Gazety Wyborczej”, przeciw nadaniu kawałkowi promenady staromiejskiej imienia rotmistrza Witolda Pileckiego. Jak odnieść tego typu kapitulanctwo do potakiwań wiceprezydenta wobec słów o zakompleksieniu ludzi mediów jakie padły podczas debaty?
Wieloletni prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski, gdy tylko został z ramienia Platformy Obywatelskiej ministrem kultury i dziedzictwa narodowego, natychmiast obciął środki na planowane we Wrocławiu Muzeum Ziem Zachodnich mające dokumentować powrót i krzepnięcie polskości na nich po 1945 r. Muzeum Sztuki Nowoczesnej okazało się dla Zdrojewskiego o wiele ważniejsze.
Echem w mediach odbiła się ekspozycja „1000 lat Wrocławia” w otwartej z pompą w kwietniu bieżącego roku w obecności Zdrojewskiego nowej siedzibie Muzeum Miejskiego (wcześniej funkcjonowało w nim Muzeum Archeologiczne). Eksponuje ona pruskich władców całkowicie w oderwaniu od ich negatywnej roli względem Rzeczpospolitej jak i polskości na Dolnym Śląsku, który w XVIII w. gorliwie germanizowali środkami administracyjnymi. Przy okazji drobnej wzmianki o udziale Fryderyka Wilhelma II w rozbiorach Polski w przewodniku wydanym z okazji otwarcia muzeum, autor Maciej Łagiewski komentując „wcielenia przygranicznych prowincji” Rzeczpospolitej uznaje za stosowne podkreślić jedynie, że “przyłączenie do Prus ziem polskich stworzyło jednocześnie dla wrocławskiej wytwórczości i handlu nowe, korzystne rynki zbytu”.
Działające od 2004 r. Stowarzyszenie „Rodzina Rodła” upamiętniające różnorakimi inicjatywami przedwojennych Polaków-wrocławian otrzymało dofinansowanie z magistratu jedynie w 2007 i 2008 r., co udało się zresztą dzięki uporowi radnej Urszuli Mrozowskiej i szefa Stowarzyszenia Tadeusza Szczyrbaka, który jest jednocześnie przewodniczącym Rady Osiedla Szczepin. Znamienne, że nawet jedyne przez dziewiętnaście lat nawiązanie do piastowskich korzeni Wrocławia w postaci pomnika Bolesława Chrobrego przybrało karykaturalną formę za sprawą tablicy, która napisana na miarę „poprawności historycznej” forsowanej przez miejskich włodarzy w specyficzny sposób ocenzurowała postać pierwszego króla. Pisaliśmy o tym szerzej ( http://mwwroclaw.blox.pl/2007/09/Boleslaw-Chrobry-jednoczyl-Polakow.html ), Młodzież Wszechpolska w tej sprawie aktywnie protestowała ( http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,4492600.html ).
Godne ubolewania jest ignorowanie przez włodarzy wrocławskich istotnego składnika tożsamości miasta jakim jest kresowe pochodzenie elity budującej jego życie po 1945 r. i niemałej części współczesnych mieszkańców. To we Wrocławiu działa od 1992 r. Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Odegrało ono wielką role w dokumentowaniu i rozpowszechnianiu wiedzy o przemilczanym kresowym ludobójstwie, które dotknęło krewnych lub przodków wielu Dolnoślązaków. Na organizowanych przez Stowarzyszenie corocznych lipcowych obchodach przedstawiciele magistratu jak do tej pory nie raczyli się pojawić. Swego czasu doszło do skandalu gdy przedstawiciele władz lokalnych próbowali blokować odsłonięcie pomnika ku czci pomordowanych na wschodzie tylko dlatego, że w opatrującym go napisie była mowa nie tylko o oprawcach z Gestapo oraz NKWD ale i UPA. Tak właśnie wygląda promocja „prawdy historycznej” w wykonaniu wrocławskich notabli.
Refleksja
Trudno mówić o podmiotowości jakiejś wspólnoty bez silnego poczucia grupowej tożsamości, zaś ta tożsamość tworzy się zawsze przez odwołanie do przeszłości. Oczywiście fałszowanie historii do niczego pozytywnego nie prowadzi, ale odczytanie jej w teraźniejszości zawsze łączy się z dokonaniem selekcji co jest w niej istotne dla współczesnych a co jest mniej istotne. Historia Stanów Zjednoczonych to krótki wycinek historii ludzkiej cywilizacji w Ameryce a jednak w niebywale gorliwie propagowanej wizji historii kształtującej heterogeniczną wspólnotę obywatelską Amerykanów Jerzy Waszyngton, Abraham Lincoln i Franklin D. Roosevelt zajmują inne miejsce niż indiańscy wodzowie. Wszystkie większe miasta Irlandii, z Dublinem na czele, zostały założone przez Wikingów bądź Anglików, a jednak pełne są pomnik i ulic Briana Boru, Wolfe Tone’a, Patricka Pearsa, Eamona de Valery i innych przeciwników tych najeźdźców i okupantów. Nikomu nawet do głowy nie przyjdzie w irlandzkiej stolicy by odbudowywać wysadzoną w powietrze w 1966 r. kolumnę Nelsona – symbolu brytyjskiego imperium. W istocie elity wrocławskie też kształtują politykę historyczną poprzez selekcję tysiącletniego katalogu wydarzeń z życia swojego miasta, tyle że uprzywilejowują w tym trzystuletni okres pruskiego i niemieckiego panowania nad nim.
Debata pozostawiła niedosyt. Poza powtórzeniem przez Cichockiego niewątpliwe trafnej diagnozy polskich problemów ze „złotym rogiem” odzyskanego państwa, z którą w ogólnych sformułowaniach zgodzili się pozostali uczestnicy, zabrakło refleksji pozytywnej – jakim sposobem Polacy moją odzyskać podmiotowość w Europie. Trudno się dziwić, skoro jej uczestników dobrano według niezbyt szczęśliwego klucza: zarówno Jarosław Obremski jak i Jan Waszkiewicz związani są z zasklepionym establishmentem lokalnym, rządzącym miastem nieprzerwanie od 1990 r. Profesor Chmielewski też odwoływał się do „autorytetu” Bogdana Zdrojewskiego. Jak się choć w trakcie debaty również mówili o potrzebie podmiotowości oznaczała ona dal nich zupełnie co innego niż dla mnie. Potwierdza to jedynie tezę redakcji „Teologii Politycznej”, że po dziesięcioleciach zniewolenia politycznego i jeszcze dłuższego panowania kompleksów i niezdrowych ideologii w Polsce potrzeba dziś dyskusji i zdefiniowania najbardziej podstawowych pojęć życia zbiorowego. Dlatego aktywność redakcji „TP” trzeba ocenić nad wyraz pozytywnie. Trzeba jej jednak również życzyć by wciągała do rozpoczętej przez siebie dyskusji dużo bardziej zróżnicowane grono niż to miało miejsce we Wrocławiu, w tym ludzi dla których „podmiotowość” nie jest tylko retoryczną figurą.
Lech Swarski

Check Also

Wolsztyn: Wszechpolacy mówią nie chwilówkom

Kilka dni temu przeprowadziliśmy na ulicach naszego miasta tzw. Akcję antylichwiarską. Celem tej akcji było …